Dynia, kumin i curry.

Sama nie wiem kiedy stałam się zagorzałą fanką kuminu. Na początku wyczuwałam jego nutę w hinduskich potrawach, które z lubością zamawialiśmy do byłej pracy (całuję mocno Was wszystkich) jeszcze nie wiedząc co to jest. Smak ekko ziemisty, ale nisamowicie zmysłowy. Najlepszy w lekko słodkawym połączeniu z tamaryndem w sosie do samos. No i pewnego dnia ktoś mnie oświecił – to kumin. Od tamtego czasu nie znam słowa stop jeżeli chodzi o jego użycie. Dla tego kiedy przeczytałam, że kumin jest najlepszym przyjacielem dyni, bardzo mi się to spodobało. Bo dyni, oprócz jej pestek, nie jadłam. Słuchałam tylko o tych najlepszych dyniowych ciastach świata, o zupach i innych wynalazkach, ale nic nie robiłam, aby poznać ich smak. Do tego roku. Będąc na Mirowskiej wpadła mi w oko zgrabna piżmówka. Kupiłam ją w celu przerwania nieświadomości dyniowego smaku. W domu położyłam ją na stole i przyglądałam się jej kombinując na co ją przerobię. Długo myślałam, dużo czytałam, w końcu postanowiłam – niech będzie zupa. Z kuminem. Mnóstwem kuminu i kolendry. Z mlekiem kokosowym – mam aż dwa w lodówce. Zupa powstała, a ja po wsze czasy zakochałam się w dyni i jej maślanej fakturze…

3 łyżki żółtej pasty curry

1 kg dyni

2 małe cebule

2 ząbki czosnku

1 l bulionu warzywnego

3 łyżki oliwy

1 puszka mleka kokosowego

1/2 szklanki śmietany 30%

garść nerkowców

pęczek świeżej kolendy

kumin i kolendra w proszku

sól, pieprz

W garnku podgrzewamy Oliwę i wrzucamy na nią cebulę i czosnek żeby delikatnie się zeszkliły. Dodajemy pastę curry  i po solidnej łyżce kuminu i kolendry. Wszystko dokładnie mieszamy i prażymy przez chwilę. Dorzucamy dynię i smażymy jeszcze parę minut mieszając, aby dokładnie pokryła się przyprawami.

Dynię zalewamy bulionem i gotujemy na średnim ogniu przez pół godziny. Po tym czasie dodajemy mleko kokosowe i gotujemy jeszcze chwilę, aby zupa trochę odparowała i jeszcze bardziej zgęstniała. To niesamowite, jaką fakturę nadaje jej dynia. Nie trzeba jej miksować, bo dynia w trakcie gotowania rozpadnie się i zagęści zupę, a te kawałki które pozostaną będą potem pieściły nasz język w trakcie jedznia. Doprawiamy zupę solą, pieprzem, kuminem i kolendrą – ja użyłam ich bardzo bardzo dużo, więc każdy niech to zrobi wedle uznania.  Na sam koniec dodajemy 1/4 szklanki śmietany kremówki. Gotujemy jeszcze chwilę.

Zupę podajemy z kleksem kremówki, dekorujemy posiekaną świeżą kolendrą i podprażonymi nerkowcami. Ja pozwoliłam sobie jeszcze na utarty w moździerzu kumin. Wiecie jaką mam do niego słabość :)

2 thoughts on “Dynia, kumin i curry.

  1. Uwielbiam Ciebie, Twoj blog i te przepisy !
    dziekuje!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>