Proszę o uwagę, chciałabym wznieść toast

Kochani, dzisiaj mój blog obchodzi swoje dumne, drugie urodziny :) Nigdy w życiu nie spodziewałabym się, że jego prowadzenie w tak istotny sposób wpłynie na moje życie. Ostatni rok był dla mnie niesamowicie inspirujący, a gotowanie i wszystko co z nim związane przerodziło się wielką, ale to naprawdę wielką pasję, a nawet w sposób na życie. Kiedy nie gotuję dla innych, gotuję dla Was. Kiedy nie gotuję, czytam o przepisach, robię zdjęcia a następnie je obrabiam. Gdybym choć w połowie była tak zaangażowana w pisanie swojej pracy magisterskiej jak w prowadzenie tego bloga, to pewnie już dawno miałabym tytuł doktora :)

Chciałabym Wam bardzo podziękować. Za to że zaglądacie. A wiem że to robicie, bo blogowe statystyki nie mogą się mylić. Dziękuję za wszystkie komentarze i dobre słowa. Mimo, że nie zawsze na nie odpowiadam, dodają mi one niesamowicie skrzydeł.

W najbliższym czasie szykuje się w moim życiu mała zawierucha, gdyż na dłuższą chwilę przeprowadzamy się z mężem do czeskiej Pragi. O moich przygodach (bo znając swoją tendencję od pakowania się w różne ciekawe sytuacje na pewno będzie ich cała masa) będziecie mogli poczytać na nowym blogu (klik klik), który założyłam specjalnie na tę okazję. Troszkę boję się tego wyjazdu, bo pewnie jako jedyna osoba na świecie nigdy w Pradze nie byłam i kompletnie nie wiem co o niej sądzić. Ale jakoś to będzie, jestem totalnie otwarta na to co mnie tam czeka :) Przez chwilę, zanim zorientuję się co w Pradze piszczy, zrobię sobie dłuższy urlop od pracy, więc będę mogła bardziej zająć się blogiem. Jeżeli macie jakieś sugestie, odnośnie tego co mogłabym zmienić, czego chcielibyście na blogu więcej – piszcie :)

Tymczasem bardzo Was pozdrawiam, całuję i życzę przecudownego weekendu!

 

 

Jest mi Wstyd, więc robię konkurs

Od dawna przyjaźnię z firmą Gutek Film – najfajniejszym polskim dystrybutorem filmów, po których zostaje coś w głowie. Dzisiaj Wy będziecie mogli skorzystać na tej przyjaźni.

 

 

 

24 lutego do kin wchodzi film Wstyd w reżyserii Steve’a McQueen’a. Zaraz obok Róży Smarzowskiego oraz Wichrowych Wzgórz Andrei Arnold był to dla mnie jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów, które zostały zaprezentowane na festiwalach w roku ubiegłym. Mimo, iż premiera dopiero w ten piątek, ja widziałam ten film już dwa razy. A to na pewno nie koniec.

Film jest porywającym dramatem psychologicznym, można by napisać erotycznym, ale tak naprawdę nie o seks w tym filmie głównie chodzi. Opowiada historię młodego mężczyzny, Brandona, którego życiem rządzi seks. Pewnego dnia, nieoczekiwanie przyjeżdża do niego młodsza siostra. I w tym momencie należałoby postawić kropkę. A po obejrzeniu filmów mnóstwo znaków zapytania.

Na pewno jest to film o seksoholizmie, ale może bardziej o nałogach. Na pewno jest to film o związkach. Ale przede wszystkim jest film o trudnej miłości – jej skrajnych biegunach – szaleńczej, oddanej, uzależniającej i kompletnym odcięciu się od wszelkich emocji. Film jest jak kompozycja otwarta – można go sobie interpretować na różne sposoby, zaprząta myśli na kilka dni po seansie.

Oczywiście nie sposób nie wspomnieć kolejnej, genialnej roli mojego ulubionego obecnie aktora – Michaela Fassbendera, którzy stworzył postać podniecającą, niejednoznaczną ale i szalenie tajemniczą. I o hipnotyzującej muzyce, która stale gości na mojej playliście.

O filmie nie będę pisać więcej, chętnie o nim z Wami porozmawiam jak już go zobaczycie.

A macie szansę zrobić to już w tę środę, mam bowiem do rozlosowania 5 dwuosobowych zaproszeń na pokaz przedpremierowy, który odbędzie się 22go lutego (w najbliższą środę) o godzinie 18:30 w warszawskim kinie Muranów.

Co należy zrobić? Napisz w komentarzach, że chcesz zobaczyć ten film. Po prostu. Ja spośród wszystkich zgłoszeń jutro po 18ej wylosuje pięciu zwycięzców. Powodzenia!!

A na koniec piosenka, która ostatnio nie schodzi mi z ust. W pięknej, nostalgicznej i melancholijnej aranżacji. I trailer, na zaostrzenie apetytu na film.

 

 

Dziś…

Wczoraj: rozmarynowy krem z ziemniaków z łososiem, 92 pierogi ruskie, wywrotowe ciasto ananasowe, tiramisu, hummus, chleb na zakwasie i tort bananowy.

 

Dziś więc: kanapa, Nigella i domowa pizza. Z prosciutto i rukolą.  Czy Wam weekend mija równie przyjemnie? ;)

 

 

 

Cóż to był za rok!

 

Za oknem sypie. Wpatrując się w ośnieżony Muranów dziwię się w myślach, że to tak szybko zleciało. Wyraźnie pamiętam co czułam w lutym, co jadłam w marcu, z czego cieszyłam się w czerwcu, co robiłam we wrześniu. Ten rok był niezwykły. Intensywny, pełen nieoczekiwanych egzystencjalnych zwrotów akcji. Pełen szczęścia i radości. Naszpikowany dobrą energią i nowymi ludźmi którzy szybko stali się ważnymi ludźmi. Tak, ten rok był bardzo po mojemu. Wystarczyła szybka decyzja, aby w grudniu zeszłego roku porzucić coś stałego, poważnego, dorosłego i wyruszyć po spełnianie marzeń… Na to nigdy nie jest za późno.

 

I chyba tego Wam najbardziej życzę. Żeby ten rok był po Waszemu. Żebyście robili to, na co macie ochotę. Żebyście spełniali marzenia, rozwijali swoje pasje. I byli szczęśliwi.