Czekoladowy cremee brulee…

Od paru miesięcy odkąd kieruję swe myśli ku zrobieniu czegoś słodkiego, moja ręka sięga w kierunku Złotej Księgi Czekolady. Pozycja to zacna, zawierająca całe mnóstwo posegregowanych tematycznie przepisów, które jednak czasami ma się wrażenie, iż nie do końca zostały sprawdzone. Nacięłam się tak z drożdżowymi muffinkami z ricottą i salami. Zalecane ileś gram kakao tak zgorzkniało bułeczki, że musiałam je suto oblewać miodem, żeby dało się je zjeść. Masie z przepisu na millionaire shortbread też nie chciało się zsiąść, wypływała ochoczo spomiędzy warstwy kruchej i czekoladowej, do której trzeba by było zastosować piłę mechaniczną, aby ją przekroić. Do przepisu na creme brulee mam troche mniej zastrzeżeń. Efekt końcowy nie jest zły, absolutnie. Chodzi jednak o to, że ktoś przedobrzył z czekoladą. Zdominowała ona niestety jajczność i waniliowość kremu, a przecież nie musiała. Sam krem jest słodzony, a dodanie do niego czekolady tylko podbija słodycz. Sprawia to, że nasz deser staje się potrawą jednołyżeczkową – takim słodkim shotem. Ciach i jesteśmy na maksa zasłodzeni. Dla tego następnym razem zamiast prawie 4 tabliczek czekolady dam po prostu jedną.  :)

8 żółtek

500 ml śmietanki kremówki

1 laska wanilii

6 łyżek cukru pudru

385 g czekolady

Jajka ucieramy z cukrem pudrem na gładką masę. W odrębnym garnku zagotowujemy śmietankę z rozcietą laską wanilii.

Gorącą śmietankę mieszamy stopniowo z masą jajeczną. Mieszamy delikatnie, żeby nie napowietrzyć kremu. Kiedy składniki dobrze się połączą ustawiamy garnuszek na minimalnym ogniu i mieszając masę (delikatnie) czekamy aż zgęstnieje. Jeżeli nasze mieszadełko zacznie zostawiać widoczne smugi na masie, to znak że możemy ją ściągnąć z ognia.

Gorącą masą zalewamy pokruszoną czekoladę. Czekamy chwilę aby się stopiła, po czym wszystko dokłądnie mieszamy. Krem w zasadzie jest gotowy. Teraz tylko należy go rozłożyć do naczynek, schłodzić. A potem posypać cukrem, opalić palnikiem i serwować. Przed podaniem warto go trochę ogrzać – krem brulee najlepszy jest bowiem, kiedy masa ma temperature pokojową. Przynajmniej dla mnie :)

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>