Czekolada#8: Aldona

Żebyście zobaczyli ją kiedyś w akcji… Na środku studia stoi zainscenizowana łazienka z kilku złożonych płyt. Wpada Aldona: to światło na tę, to na tę, to wysłoń dotąd, to odbij tym. I nagle te kilka ścian z płyty kartonowo – gipsowej, za sprawą światła grającego pod dyktando Aldony staje się luksusową łazienką, skąpaną w budzącym się słońcu rodem z Hollywood.

To był pierwszy raz kiedy widziałam Aldonę w akcji, w zasadzie moja pierwsza sesja, której mogłam się przyglądać między parzeniem jednej a drugiej kawy dla całej ekipy. Potem tych sesji było bardzo dużo, a ja tylko z otworzoną buzią oglądałam jakie cuda Aldona potrafi wyczarować z lamp, styropianów i kolorowych teł. No i modelek i modeli. Kiedy oglądałam zdjęcia Aldony już w gazetach, po pewnym czasie wiedziałam bez czytania podpisów które zdjęcia robiła ona. Aldona jakoś tak zawsze umie poprowadzić swoich bohaterów i modeli, że wyglądają jak z Vogue. I nie chodzi mi tu o cały anturaż: stylistów, make – upistów, bo Aldona zawsze pracuje z najlepszymi. Ale bardziej o ten kontakt i egzekwowanie swojej wizji – spokojne, cierpliwe, ale zawsze skuteczne.

W trakcie pierwszego tygodnia moich praktyk w studio Aldona zapytała mnie czy fotografuję. Odpowiedziałam że tak, że próbuję z jedzeniem i speszona pokazałam jej swoje zdjęcia. To było prawie dwa lata temu, były nieco inne niż te dzisiaj ;) Ale kilka miesięcy potem, to dzięki Aldonie mogłam po raz pierwszy nazwać się food stylistką, kiedy powierzyła mi przygotowanie jadalnych rekwizytów do jednego ze swoich testów. Do dziś napawa mnie to wielką dumą!

Najfajniejsze w Aldonie jest to, że ona wydaje się być taką nieposkromioną dziewczynką. Normalną, mimo całego blichtru i splendoru, który towarzyszy jej na co dzień. To jedna z dwóch znanych mi osób, które na pewno podpisaly pakt z diabłem, bo z miesiąca na miesiąc wygląda młodziej. Z nieustającą energią, skora do żarów i uśmiechem od ucha do ucha. Nie wiem skąd u niej ta energia, ale byłam świadkiem wielu sytuacji, kiedy po ciężkiej sesji Aldona potrafiła wykrzesać z siebie energię, aby tańczyć do rana, a na drugi dzień znowu ciężko pracować…

Mam pewne podejrzenia, że to może dzięki nutelli – w trakcie sesji Aldona wpadała do nas do kuchni po słodkie strzały – a to bardzo słodkie kakao, a to słodką kawę, albo po łyżeczkę nutelli. Dla tego dzisiaj dla Ciebie Aldona nutella, ale taka, której ta ze sklepu może buty czyścić. 100% homemade, tylko najlepsze składniki. Nic dziwnego, przepis pochodzi od Williama Curleya, który poznał wsyzstkie możliwe sekrety czekolady. Tak jak Ty fotografii :)

Przygotuj pastę pralinową:

150 g orzechów laskowych bez skórki

150 g migdałów bez skórki

250 g cukru

10 ml oleju roślinnego (najlepiej z orzechów laskowych lub arachidowych)

Migdały i orzechy wysyp na blaszkę i podpiecz w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez ok. 8 minut. Następnie przesyp je do garnka dodaj cukier i na wolnym ogniu zacznij podgrzewać orzechy raz po raz je mieszając. Kontynuuj przez kilka – kilkanaście minut do momentu, aż cały cukier zamieni się w karmel, który pokryje orzechy i migdały.

Wyłóż orzechy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia, rozprowadź do otrzymania dość cienkiej warstwy i daj karmelowi zastygnąć. Następnie posiekaj go nożem na drobne kawałki, przesyp do blendera, dodaj olej i miksuj do momentu aż orzechy i migdały zamienią się w dość płynną masę. Odlej z niej 175 gram, a resztę schowaj do lodówki (jutro zdradzę Ci przepis, do czego jeszcze możesz ją wykorzystać). Przygotuj pozostałe składniki:

200 ml śmietany kremówki

175 g dobrej mlecznej czekolady

50 g dobrej ciemnej czekolady (ok 60%)

175 g pasty pralinowej

szczypta soli

Czekoladę posiekaj drobniutko, umieść w misce, dodaj sól. Śmietankę doprowadź do wrzenia i zalej nią przygotowaną wcześniej czekoladę. Zmieszaj wszystko do uzyskania gładkiej, czekoladowej masy. Dodaj pastę pralinową i zamieszaj raz jeszcze. Tak przygotowaną pastę przelej do słoiczka i wstaw do lodówki najlepiej na całą noc. A następnego ranka… ratuj się kto może ;)

 

 

3 thoughts on “Czekolada#8: Aldona

  1. ratuj się kto może i w pośpiechu chowaj wagę :) niewyobrażalnie dobre :)

    • Mistrzu,
      zrobilam te ambrozje.
      Na szczescie nikt z domownikow nie slyszal mego przeklinania,gdy obieralam migdaly,potem sposobem internetowym to samo robilam z laskowymi. Pozniej cukier za nic nie chcial sie rozpuscic, a zbite orzechy w pocie czola trzeba bylo odrywac od gara. Zwatpilam,gdy wylozylam na papier grudy orzechow,pokryte ledwo roztopionym cukrem.
      Siekanie tych kawalow,potem mielenie w blenderze.
      wszystko warte smaku chocby pasty pralinowej. Niebo w gebie.

  2. Mniam mniam…. aż ślinka cieknie taki łakoć. Czy ta czekolada domowa jest zastrzeżona znakiem właśności? Mozna by zrobić konkurencję firmą trudniącym się z robieniu czekolady na kanapki. Z chęcią poznam tajniki. Będę zaglądał na tego bloga , bo pyszności aż mnogo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>