Czekolada i maliny w torcie…

Moja mama to mistrzyni ciast i tortów. Żeby ją zaskoczyć, trzeba się trochę wysilić. Od niemal trzech dni zastanawiałam się: tort czy mus, mus czy triffle, a może jeszcze coś innego z ksiegi czekolady? Na wszelki wypadek kupilam skladniki, żeby móc upiec ciasto, na wszelki wypadek kupilam skladniki, żeby bez problemu zrobić mus :) Resztę pozostawilam losowi. Kręcąc się dość nerwowo po kuchni wyciągnęłam rękę po paczkę malin. Mechanicznie wrzucilam je do garnka i zasypałam cukrem. Albo tort, albo triflle z musem, albo mus z sosem malinowym. Z drugiej strony nie ma już bardziej monumentalnego przepisu niż tort. To w zasadzie taki triffle, tyle że na poważniej…Niech będzie tort. Ale nie na biszkopcie. Ciasto czekoladowe. Do tego mus czekokawowy i własna galaretka malinowa. Podekscytowana zaczęłam szukać przepisu na ciasto. Rozpatrywałam proste ciasto Nigelli, ale stanęło na przepisie z blogu Agaty *. Z musem nie zamierzałam eksperymentować, tylko skorzystałam ze sprawdzonej receptury. Galaretkę zrobiłam sama, była chwila niepewności, czy aby na pewno się zetnie :) Złożyłam całość do kupy. A dzisiaj delektowaliśmy się tym ciężkim, intensywnym tortem. Wyszedł idealny – nie za bardzo słodki, z dominującą gorzko-czekoladową nutą przełamaną słodko-kwaśnością malin. No i wiecie, te aromaty: kawa, kakao i malina… Połowy tortu już nie ma :))

 

 

Ciasto czekoladowe:

225 g masła

1 tabliczka gorzkiej czekolady

150 ml wody

150 ml kwaśnej śmietany

300 g mąki

2 łyżki proszku do pieczenia

275 g brązowego cukru

2 jajka

szczypta soli

 

W kąpieli wodnej roztapiamy czekoladę z masłem. Zostawiamy, by lekko ostygła.

W misce mieszamy mąkę, cukier, proszek do pieczenia i sól. Kiedy masa czekoladowa ostygnie przelewamy ją do mąki i mieszamy mikserem na w miarę gładką masę. Następnie dodajemy do miski: śmietanę, wodę i roztrzepane jajka. Wszstko miksujemy na wolnych obrotach, a kiedy się połączy (ciasto wyjdzie dosyć wodniste) przelewamy je do wysmarowanej tłuszczem tortownicy i pieczemy przez godzinę dziesięć w 180 stopniach.

Każdy piekarnik jest inny, więc sprawdzajcie ciasto przez zanużenie w nim patyczka – jeżeli wyciągniecie go suchym, ciasto jest upieczone. Ale! Nie otwierajcie piekarnika wcześniej niż po 45 minutach. Dopływ zimnego powietrza do niedopieczonego ciasta może sprawdzić, że wyjdzie z niego zakalec. Kiedy ciasto jest gotowe przekładamy je do ostygnięcia. Ścinamy wierzch, zostawiamy go to wypełniania ewentualnych luk w cieście, ewentualnie do pogryzania w czasie dalszego przygotowania tortu. No dobra. Ciasto się studzi – robimy następny element tortu – galaretkę malinową.

 

Galaretka malinowa:

1 opakowanie malin

0,5 szklanki cukru

3 łyżki żelatyny

Maliny przesypujemy do garnka i zasypujemy cukrem. Wstawiamy na gaz i na lekkim ogniu, raz na jakiś czas mieszając czekamy, aż z malin zrobi się gęsty mus. Kiedy maliny całkowicie się rozpadną, a cała masa lekko zgęstnieje ściągamy ją z ognia. Mus przecieramy przez sitko, żeby pozbyć się twardych malinowych pestek. Do gładziutkiego malinowego musu dodajemy żelatynę, chwilę całość podgrzewamy starannie mieszając.  Odstawiamy do ostygnięcia.

 

Mus czekoladowy:

2,5 tabliczki czekolady

2 jajka

250 ml śmietany kremówki

50 g masła

50 ml likieru kahlua

 

Czekoladę, masło i żółtka roztapiamy w kąpieli wodnej. Połączone składniki lekko schładzamy. Do miski nalewamy kahluę, dodajemy masę czekoladową. W oddzielnej misce ubijamy śmietanę na sztywno. Dodajemy do masy jako pierwszą ubitą śmietanę, jako drugie ubite na sztywno białka. Za każdym razem delikatnie mieszamy.

 

Konstruowanie tortu:

Wystudzone ciasto czekoladowe tniemy na 3 w miarę równe placki. Pierwszy z nich wkładamy do tortownicy, smarujemy go obficie jeszcze ciekłą galaretką malinową, na którą z kolei kładziemy połowę otrzymanego musu czekoladowego. Umieszczamy na nim kolejny placek, który smarujemy musem malinowym, a na musie ostatni już kawałek ciasta. Wylewamy na niego pozostały mus czekoladowy. Tortownice owijamy folią spożywczą i wsadzamy do lodówki najlepiej na całą noc.

Ozdobienie tortu:

Rano tort powinien być gotowy. Wystarczy go posypać kakaem i można jeść. Ale… Wiadomo, że jak natrudziliśmy się tyle, aby otrzymać tort, to fajnie będzie postarać się jeszcze chwilę i zwieńczyć go w artystyczny sposób :))

Tabliczkę czekolady topimy ze 75 ml śmietany kremówki. Otrzymaną masą dokładnie smarujemy tort na wierzchu i po bokach.

A potem układamy na torcie maliny. Jedno opakowanie powinno wystarczyć. Można zostawić je same, można je zalać galaretką, można je zalać specjalną glazurą do owoców. Ja skorzystałam z tej ostatniej opcji, bo akurat tak się składa, że kiedyś dostałam parę paczek od mojej mamy. Zurzyłam dwie.

I to chyba tyle. Jest trochę roboty, ale wierzcie mi – ten tort jest warty każdej minuty spędzonej w kuchni.

 

 

*Bardzo lubię jej program, uważam że spośród polskich produkcji na kuchni.tv jest jednym z najmilszych dla oka. Ale… Polskie produkcje na kuchni.tv to temat na oddzielnego posta. A może i dwa :)

One thought on “Czekolada i maliny w torcie…

  1. Trudno jest skończyć przeglądanie tych przepisów, żeby jeszcze czegoś nie spróbować. Zrobiłem ten tort na imieniny córki (Barbórki). Nie miałem malin, ale miałem mrożone poziomki z Pińczowa i one padły ofiarą mojego pomysłu. Tort wyszedł wspaniały polecam sprawdzić tą zmianę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>