Czekolada #4: Ulka

A Ulka to siedzi teraz w Nowej Zelandii. Maluje sobie twarz farbami fluorescencyjnymi, chodzi na jakieś festiwale, pokazy akrobatyczne, trochę  też pracuje i czujnym okiem obserwatora notuje wszelkie absurdy rzeczywistości (ma do tego talent jak mało kto). Pojechała z jednym plecakiem, samiutka, w zupełne nieznane. Ale nie martwcie się. Ulka to nie bidulka, która potrzebuje naszego współczucia i troski. To Indiana Jones w spódnicy, której nic nie jest straszne, a każdy dzień to dla niej szansa na przeżycie czegoś nowego.

Zanim Ulka wyjechała do Nowej Zelandii mieszkała przez chwilę w Pradze. Przyjechała, żeby znaleźć pracę, odłożyć coś na swoją wielką podróż. Ale Praska atmosferka (a może bardziej niechęć do pracy w korporacji) tak ją wciągnęła, że przez trzy miesiące po prostu cieszyła się pobytem w tym pięknym mieście. A ja razem z nią. To były złote czasy. Widywałyśmy się niemal codziennie. Rano jeździłyśmy na grzyby, potem na SAPA testować co raz to nowe miseczki z zupą pho. Jeszcze tego samego dnia lądowałyśmy w centrum aby napić się piwa w Zlatym Tigrze, a kiedy do jego otwarcia pozostawało 15 minut szłyśmy na filiżankę parującej gorącej czekolady i może jeszcze jedno piwko do browaru Tří růží. Praskie wakacje w oparach absurdu. 

A zanim Ulka przyjechała do Pragi, to byłyśmy też razem w Bieszczadach. Na początku miałyśmy spać w opuszczonej chacie, bez prądu, z wodą z pobliskiego strumyka. Ale jakoś tak po drodze zmieniłyśmy z danie i wylądowałyśmy na słynnym wetlińskim poddaszu Staszka Łapy. Przez kolejne dni zamiast chodzić po górach, siedziałyśmy w jego kuchni gotując różne przysmaki, które baca z lubością konsumował. A potem rysując kolorowymi kredkami sekretną mapę wysyłał nas do sąsiedniej wsi po bimberek do swoich przyjaciół. Brodząc w deszczu po kostki, przemoczone do ostatniej nitki kluczyłyśmy po błotnistych drogach, pagórkach, aby w końcu jakoś dotrzeć na miejsce. Mapa została oddana, dołączając do innych map naszych poprzedników (chociaż żadna inna nie była tak ładna). I potem już przy tym bimberku, jedząc babkę ziemniaczaną z pieca razem z kotlecikami pod beszamelem, a na deser zajadając drożdżówki z gruszkami siedziałyśmy sobie z Bacą w kuchni, a ten brał do ręki wygrzebaną książkę kucharską i deklamował przepisy niczym zawodowy aktor.

Tee opowieści mogłabym mnożyć w nieskończoność. Są to wspomnienia o tyle wyraźne, że naznaczone znamieniem przygody. Z czasem tylko szlachetnieją, lubię się nimi upajać bez końca. Ale tak naprawdę, to ta największa przygoda dopiero przed nami. Ale na razie nic nie piszę, żeby nie zapeszyć :)

Ulka, dla Ciebie dzisiaj serniczek, serniczków zjadłyśmy razem całe mnóstwo przesiadując na kanapie w mojej kuchni. Wiem, że jest Ci cholernie przykro, że nie możesz go spróbować i wyrywasz sobie włosy z głowy z żalu i rozpaczy. Na szczęście pozostał w rodzinie, bo trafił do Doroty. Możesz jej zapytać, czy był dobry. A Tobie taki upiekę, jak kiedyś w końcu wrócisz. Keep it real, bitch. Jesteśmy w kontakcie ;)

Przygotuj spód:

150 g karmelowych lub owsianych ciasteczek

70 g masła

Ciasteczka zmiel w blenderze na drobne okruszki. Masło rozpuść w rondelku i wlej do ciasteczek. Zmieszaj wszystko dokładnie, aby wszystkie okruszki połączyły się z masłem. Wyłóż nimi spód tortownicy (20cm), dociśnij i schowaj do lodówki. Przygotuj masę serową:

600 g twarogu sernikowego

5 jajek

1/2 szklanki cukru

1 laska wanilii

150 ml śmietanki kremówki

2 kieliszki brandy

3 łyżki mąki ziemniaczanej

Do miski wsyp cukier, dodaj twaróg sernikowy i połącz z cukrem przy pomocy miksera. Nie przerywając miksowania dodaj kolejno jajka. Następnie wlej śmietanę, brandy, dodaj ziarenka z laski wanilii. Połącz je z masą serową, po czym dodaj mąkę ziemniaczaną i raz jeszcze krótko zmiksuj.

Masę wylej na wcześniej przygotowany spód. Sernik piecz w 130 stopniach przez 90 – 100 minut. Jest gotowy, kiedy poruszysz tortownicą, a ten zachowa się jak galaretka. Upieczony sernik pozostaw do ostygnięcia, następnie delikatnie  zdejmij obręcz z tortownicy, przygotuj polewę czekoladową:

200 g gorzkiej czekolady

100 g mleka kokosowego lub śmietanki 30%

1 kieliszek brandy

3 łyżki masła

6 łyżek dulce de leche (przepis)

1 szklanka uprażonych orzechów włoskich

1/2 szklanki uprażonych wiórek kokosowych

Czekoladę pokrój na drobne kawałeczki, dodaj do niej posiekane masło, delikatnie przemieszaj. Mleko kokosowe doprowadź do wrzenia i zalej nim posiekaną czekoladę. Odstaw na 1 minutę, a następnie przy pomocy widelca drobnymi okrężnymi ruchami połącz masę do uzyskania gęstej emulsji. Wstaw ją na chwilę do lodówki, aby stężała.

Masę czekoladową rozprowadź po wierzchu sernika. Umieść na niej kleksy kajmaku i za pomocą widelca porób nieregularne esy floresy łącząc go z czekoladą. Posyp sernik wiórkami kokosowymi i drobno posiekanymi orzechami. Całość udekoruj maziami rozpuszczonej czekolady oraz kajmaku. Tak przygotowany sernik wstaw do lodówki przynajmniej na 12 godzin, a najlepiej na całą dobę.

Smacznego!

Ps. Przepis z moimi drobnymi modyfikacjami pochodzi z książki Tea with Bea. Jest w niej tylko pięć sernikowych przepisów, ale za to jakich…

 

Czekolada #3: Magda K

Gdyby ktoś mnie zapytał z czym kojarzy mi się Magda to pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to papierosy i M25. Magda przyjaźniła się z niezapomnianą Klaudią, producentką pod której skrzydłami wdrażałam się w pracę. Jednak przy którejś rozmowie o filmach zrodziła się między nami nić wzajemnej fascynacji, która łączy ludzi na zawsze, mimo że w pewnym momencie każdy idzie w swoją stronę. No więc chodziłyśmy na te papierosy i gadałyśmy. Na tyle często, że Dyrektor Generalna, której gabinet mieścił się przy korytarzu zagroziła, że odejmie nam te wyjścia od pensji. A w weekendy odwiedzałyśmy M25 i w rytm muzyki techno tańczyłyśmy do rana. Potem Magda odeszła, by poznać świat reklamy. A dwa, a może nawet trzy lata później zupełnie nieoczekiwanie  znowu zaczęłyśmy pracować w tym samym miejscu.

W tym czasie zmieniło się wiele. Wyjścia do klubów zastąpiły wieczory w piżamie z ulubionym filmem. Na dobre rzuciłyśmy papierosy. Magda poznała Michała, niepokornego Krakusa, totalnego zajawkowicza, z którym tworzą świetny duet. Jedno co się nie zmieniło, to te rozmowy. Godziny spędzone w kuchni na gadaniu o życiu, rodzicach, facetach, kobietach. Magda jest wspaniałym rozmówcą, co wynika z tego jakim jest człowiekiem: wnikliwym, głodnym świata, wiedzy, otwartym i chłonnym jak gąbka (jest do tego twardą laską, wymiataczką, która wspaniale umie postawić na swoim i jeżeli ktokolwiek planuje wejść z nią w biznesowe konszachty niech lepiej gra fair).

Teraz znowu nie pracujemy razem, ale mamy ze sobą regularny kontakt. Magda łączy mnie z tym, co zostawiłam za sobą. Łagodzi to trochę rozłąkę. Wiem, że Magda co raz bardziej interesuje się zdrowym odżywianiem i kuchnią pięciu przemian. Dla tego dla niej dzisiaj coś bardzo zdrowego, pożywnego i kojącego – czekoladowe quinoa na mleku kokosowym. Idealne śniadanie, po którym przez cały dzień można wojować o dobre imię młodych fotografów ;)

 

1/2 szklanki quinoa

1,3 szklanki mleka kokosowego

1 łyżeczka miodu

4 kostki gorzkiej czekolady

orzechy laskowe

Quinoa zalej mlekiem kokosowym. Postaw na gazie, doprowadź do wrzenia, zmniejsz ogień i gotuj przez 15 minut do momentu, aż quinoa wchłonie większość mleka. Dodaj miód i posiekaną czekoladę, mieszaj do momentu, aż w całości się rozpuści. Orzechy upraż na suchej patelni. Posiekaj, posyp nimi quinoa. Podawaj od razu. Smacznego!

Czekolada #2: Magda M

Ty Magda już pewnie tego nie pamiętasz, ale ja za to bardzo dobrze. To miał być mój pierwszy obiad, którym miałam nakarmić ok. 15 osób. Dwa dni wcześniej zadzwonił do mnie Daniel i powiedział, że podczas sesji w Mariocie zapytałaś, czy nie mogłabym Wam ugotować czegoś na następną. Powiedziałam ok, choć nie powiem, cykor był ;)

Tego dnia kilka godzin spędziłam przy kuchence, smażąc kilkadziesiąt naleśników na jednej patelni. W całym studiu było czuć zapach oleju, w dodatku co chwila ktoś podchodził i pytał, czy może jednego, a ja przeganiałam wszystkich bo bałam się, że i tak będzie ich mało. Do naleśników była pomidorowa, którą serwowałam z wiaderka do chłodzenia szampana ;) Koniec końców obiad się udał, następnego dnia zrobiłam drugi, potem trzeci, a potem trafiłam do kuchni na półtora etatu. W smażenie naleśników na taką skalę nigdy więcej się nie wrobiłam ;)

Super są wspomnienia tych wspólnych początków. I zawsze będziesz w tych wspomnieniach pełniła Magda rolę szczególną. Lubię wierzyć w pewien algorytm zdarzeń, że pewne osoby pojawiają się na naszej drodze w jakimś celu. Ty dla mnie na zawsze pozostaniesz tą osobą, która dając zielone światło załatwiła mi jeden z najciekawszych roków w dotychczasowym życiu. Dziękuję! :)

Dlatego dzisiaj też usmażę Ci naleśniki. Trochę bardziej na wypasie niż wtedy. Z mielonymi migdałami i amaretto. I wiśniami, bo jak migdały, to muszą być wiśnie. A jak wiśnie, to koniecznie czekolada…

1,3  szklanki mąki

0,5 szklanki mielonych, uprażonych migdałów

1,5 szklanki mleka

2 łyżki stopionego masła

0,5 szklanki wody gazowanej

2 jajka

3 łyżki amaretto

1 łyżka cukru

0,5 łyżeczki soli

wiśnie z kompotu lub alkoholu

gorzka czekolada

Mąkę, cukier, sól wsyp do miski, zrób w środku wgłębienie, wlej pół szklanki mleka, za pomocą trzepaczki balonowej zamieszaj wszystko na gładką masę. Nieustannie mieszając małymi porcjami dodaj pozostałe mleko, wodę, masło a na końcu jajka. Pozwoli to uzyskać gładkie ciasto, bez grudek. Na koniec wlej do ciasta amaretto i dodaj zmielone migdały. Zamieszaj. Na tym etapie ciasto możesz schować na kilka godzin do lodówki, albo nawet na całą noc. Będzie jeszcze lepsze.

Smaż cieniutkie naleśniki na rozgrzanej patelni. Podawaj jeszcze ciepłe z wiśniami z kompotu obficie posypane posiekaną na drobne wiórki czekoladą. Smacznego!

Czekolada #1: Ela

Ela, moja najdroższa Elunia. Ile to już lat, kiedy  korporacja postanowiła skrzyżować nasze drogi łącząc ze sobą Vivę z MTV i wszystkich posadzić w jednej redakcji? Zanim się poznałyśmy pamiętam ją jak raz wpadła do biura. Zza komputera przyglądałam się tej burzy blond loków i zastanawiałam się, jak to teraz będzie. A potem poszło tak szybko. Stałyśmy się nierozłączne. Mówiono o nas dwugłowy potwór, brano za siostry. Miałyśmy swoją minę, która komentowała sensacje, a którą wymyśliłyśmy w drodze na Heinekena w 2008 roku Tego samego na którym ciągle padało, a ja pojechałam w japonkach, które w końcu zerwały mi się w trakcie grzęźnięcia w błocie i wracałam do domu w skarpetkach kolegi.

Kronika naszej przyjaźni liczy wiele tomów. Brakuje w niej dramatycznych zwrotów akcji, bo z Elką udaje się nam żyć w zgodzie i harmonii. Łączy nas  fryzura i poczucie humoru, poza tym jesteśmy całkiem różne. Filmów nie możemy oglądać razem, no chyba, że są to Jaja w Tropikach. Kiedyś w puste miejsca po bombonierkach włożyłyśmy kostki cukru i chodziłyśmy od biurka do biurka mówiąc, że mam urodziny. Na biurku kolegi zostawiałyśmy karteczkę wiem co robiłeś w zeszły czwartek albo wkładałyśmy do koperty różne rzeczy: błonnik spożywczy, płytę Gosi Andrzejewicz, jakąś książkę dla dzieci, adresowałyśmy na adres kolegi z pracy i niosłyśmy na recepcję, po czym z ukrycia obserwowałyśmy minę zdziwionego jej zawartością adresata.

Ale oprócz zamiłowania do śmiechu łączy nas miłość do gastronomii i wkładania w usta historii innym, zwłaszcza podczas wizyt na sushi, kiedy usadzone w kąt baru dopowiadamy sobie o czym rozmawiają osoby z naprzeciwka. Z Elą co tydzień zaczynamy odchudzanie, ale już po 15 wręczamy sobie nawzajem rozgrzeszenie z niepójścia na basen lub zjedzenia makaronu z czymśtam. A czas najlepiej nam leci, kiedy umoszczone w fotelach oglądamy gotującą Nigellę.

Ela jest mądra i piękna. Dla tego dla Eli dzisiaj mus czekoladowy. Troszkę inny niż jej ulubiony z Jeffsa. Zrobiony z czekolady 100%. Z tymiankiem i orzechami w karmelu. Tajemniczy i sexy. Taki jak Ela.

100 g czekolady 100%

2 płaskie łyżki miodu wrzosowego

150 g śmietanki 33%

1 gałązka tymianku

1 jajko

kilka orzechów

4 kopiaste łyżki cukru

Śmietankę wlej do garnka, dodaj gałązkę tymianku. Śmietankę podgrzej lekko i kiedy zauważysz, że zaczyna bulgotać wyłącz gaz i odstaw na 30 minut. Wyjmij gałązkę tymianku, a śmietankę włóż do lodówki, aby dobrze się schłodziła. Zajmie to kilka godzin, możesz ją przygotować dzień wcześniej.

W kąpieli wodnej rozpuść czekoladę. Kiedy leciutko przestygnie dodaj do niej żółtko, miód i dobrze wymieszaj. Ubij lekko śmietanę i dodaj do czekolady. Białko ubij na sztywno i dodaj do masy czekoladowej. wymieszaj delikatnie. Mus przełóż do małych pucharków i wstaw na kilka godzin do lodówki.

Przed podaniem przygotuj orzechy w karmelu. Cukier wsyp do garnuszka i bez mieszania daj mu się roztopić. Orzechy ułóż na papierze do pieczenia i polej je gorącym karmelem. A kiedy ten na nich zastygnie, posiekaj je nożem i posyp nimi mus czekoladowy. Smacznego!