Chleb orzechowy na podniesienie morale.

Zaliczyłam ostatnio sromotną klęskę. Wymyśliłam sobie zakwasowiec na 3 pszennych mąkach: grahamowej, razowej i chlebowej. Wszystko wyglądało dobrze, do momentu w którym chleb wylądowała na kamieniu. Zrobił się z niego olbrzymi placek i kolejne minuty nie wskazywały na to, aby cokolwiek miało się zmienić. Trudno – może nie będzie wyrośnięty, ale za to smaczny – pocieszałam się co chwila zerkając do piekarnika. Niestety, kiedy przekroiłam chleb okazało się, że chrupiąca skórka kryje w sobie zakalec bez ani jednego bombelka powietrza, a sam chleb mógłby stać się doskonałym narzędziem mordu – taki był twardy. Chleb wylądował w koszu, a ja musiałam jakoś odreagować to niepowodzenie. Zrobić chleb, który pozwoli mi znowu uwierzyć w swój talent. Żeby zminimalizować ryzyko porażki postanowiłam wspomóc się drożdżami. Z duszą na ramieniu przystąpiłam do odkrywania receptury, która postawi mnie obok Hammelmana i Bertinetta ( :) ). Wyszło mi coś takiego.

 

Zaczyn:

3 łyżki zakwasu

1/8 łyżeczki drożdzy suszonych

2/3 szklanki mąki chlebowej

1/3 szklanki mąki żytniej razowej

1/2 szklanki wody


Ciasto właściwe:

cały zaczyn

3 szklanki mąki pszennej

1 szklanka wody

1 łyżka melasy

1/2 łyżki soli

spora garść orzechów włoskich

 

Wszystkie składniki zaczynu mieszamy w misce (powinna wyjść gęsta pasta), owijamy szczelnie folią i odkładamy w ciepłe miejsce na ok. 12 godzin.

W misce mieszamy mąkę z wodą (aby mniej więcej się połączyła) i odstawiamy na 30 minut. Po tym czasie dodajemy zaczyn i drożdze. Wszystko jeszcze raz mieszamy. Dodajemy sól i melasę. Mieszamy, wyrzucamy ciasto na blat i zaczynamy zagniatać. Ciasto było dość wilgote, więc zagniatałam je metodą Bertinetta – zobaczcie sobie jak to wygląda, jest dość praco – i czaso- chłonne, ale naprawdę świetnie się sprawdza. Po kilkunastu minutach zagniatania, kiedy ciasto jest ewidentnie sprężyste o dobrze rozwiniętym glutenie dodajemy do niego pokruszone niedbale orzechy i jeszcze raz zagniatamy.

Ciasto przekładamy do do naoliwionej miski (natłuściłam ją olejem rzepakowym, o rewelacyjnym orzechowym zapachu). Składamy w odstępach: 45, 45, 30 minut.  Ciasto formujemy w porządany kształt i wkładamy do koszyczka do wyrastania – ja zrobiłam jeden wielki bochen, ale ciasta spokojnie wystarczy na dwa mniejsze. Zostawiamy ciasto na 1,5 godziny. A najfajniej by było wsadzić chleb na całą noc do lodówki i pozwolić mu wyrastać przez całą noc.

Piekarnik nagrzewamy do maksymalnej temperatury. Na chwile przed włożeniem chleba parujemy piekarnik. Wkładamy chleb, skręcamy temperaturę do 220 stopni. Spryskujemy piekarnik raz jeszcze. Po 20 minutach skręcamy temperaturę do 200 stopni. Po kolejnych 20 minutach do 180. Dopiekamy chleb przez 15 minut.

Upieczony chleb umieszczamy na kratce do wystudzenia. Nie ma się co spieszyć – czas działa na jego korzyść i pozwala rozwinąć się wszystkim aromatom.

Próbujemy i jesteśmy szczęśliwi – tym razem nam się upiekło :)

 

 




 

One thought on “Chleb orzechowy na podniesienie morale.

  1. Pycha! Pieklam juz dwa razy, troche na skruty, bo ciasto wyrabiam w mikserze, ale i tak chleb wychodzi przepyszny!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>