Jesienna panzanella z brukselek i dyni

Jakoś mniej lub bardziej po nowym roku na blogu zwykło się pojawiać podsumowanie ulubionych książek kucharskich ubiegłego roku. Książki to wciąż jedyne rzeczy, których kupowaniu nie mogę się oprzeć, choć ubiegły rok był w tej kwestii nieco inny. Odpuściłam sobie większość nowości na rzecz lektur, które pozwoliłyby mi drążyć tematy, które w pieczeniu najbardziej mnie fascynują. W większości dość stare wydawnictwa wygrzebane gdzieś na aukcjach internetowych, z nieco obciachowymi zdjęciami, ale za to jakie inspirujące! I choć bardzo chciałabym pokazać Wam kilka swoich „retro” nabytków, jest to niestety niemożliwe. Cała moja kolekcja, którą uzbierałam tutaj przez ponad trzy lata trafiła do papierowych kartonów i niedługo uda się w długą podróż za siedem mórz i rzek na stary kontynent :) Przed nami kolejna przeprowadzka, choć tym razem to powrót na stare śmieci. Po czteroletniej emigracji wracamy do Polski i mimo lekkich obaw jestem szalenie podekscytowana. Póki co nikt nas z San Francisco nie wygania i moglibyśmy dalej wieść tu spokojny żywot, ale jak celnie zauważyła moja koleżanka Magda „względny spokój to żaden argument żeby zostać”. No więc wracamy. I niech się dzieje. Przede mną intensywny miesiąc żegnania się z San Francisco. Ostatni moment żeby się  podouczać, nawąchaći i upchać w kieszeniach ten nadbagaż wrażeń, aby mieć co wspominać i o czym pisać w długie zimowe wieczory ;)

_MG_7637

Gdyby to książkowe podsumowanie roku jednak się odbyło, na jego czele znalazła by się książka autorstwa Naomi Pomeroy „Taste and Techniques”. Naomi Pomeroy to założycielka portlandzkiej restauracji Beast serwującej jej kuchnię autorską. Historia Naomi, która w kulinariach w znacznej mierze wyszkoliła się sama dzięki książkom kucharskim to wręcz filmowa historia o ambitnej kobiecie, która karmiła ludzi wbrew wszelkim usankcjonowanym regułom kulinarnego świata. Od klubu kolacyjnego do własnej restauracji, z przykrymi perypetiami po drodze. Tym bardziej cieszy happy end, którego zwieńczeniem jest ta książka. Naomi Pomeroy dokłada następną pozycję do kategorii książek kucharskich, która jest mi niezwykle droga. To książki podręczniki, gdzie oprócz przepisów znajdziemy dokładne wytłumaczenie procesu i użytych technik. To jedna z tych książek która nie dość, że nas zainspiruje to do tego sprawi, że będziemy lepszymi kucharzami. Książka jest pięknie wydana, na zdjęcia nie można przestać się patrzeć. Przepisy mają różną trudność i są piękną mieszanką klasycznej bistronomii z lekkimi akcentami współczesnej kuchni amerykańskiej.

Bardzo przykleiłam się do tej książki i przez tygodnie nie wypuszczałam jej z rąk. Pewnego dnia, kiedy pragnęłam zjeść coś lekkiego i warzywnego postanowiłam przyrządzić dwa przepisy: zarumienioną dynię i pieczone brukselki, które można spożywać same lub jako jeden z dodatków do dań mięsnych. Ja postanowiłam że wymieszam je razem wraz z bardzo ożywczym pietruszkowym winegretem (zrobionym mniej więcej według jeszcze innego przepisu z książki), chlebowymi grzankami i podam w formie sałatki -takiej  jesiennej panzanelli, która wspaniale wypełni czas oczekiwania na wiosenne nowalijki. Następne będą suflety. Ale to jak już się przeprowadzimy i wyjmiemy książki z pudełek :)

_MG_7636

Sałatka z dynią i pieczonymi brukselkami (2 porcje)

300 g brukselek

2 łyżki oliwy

sól, pieprz

Brukselki przetnij na pół i pozbaw odstających liści. Wrzuć je do miski, oprósz solą i pieprzem, polej oliwą i dokładnie wymieszaj. Wysyp na blaszkę i wstaw do piekarnika z opcją grill na 8 minut. Po tym czasie przemieszaj brukselki i kontynuuj pieczenie przez następne 6 minut. Brukselki w tym czasie powinny się stać się chrupkie i złociste z zewnątrz i jędrne w środku. Upieczone brukselki odłóż na bok.

2 małe dynie delikata

4 łyżki oliwy

Dynię opłucz, osusz, przekrój na pół wzdłuż. Wydrąż nasiona i następnie pokrój dynię na plastry o grubości ok 2 mm. Plasterki zmieszaj w misce z dwoma łyżkami oliwy. Pozostałe dwie łyżki rozgrzej na patelni. Kiedy tłuszcz się nagrzeje zacznij smażyć partiami plasterki dyni na złoty kolor z obu stron. Układaj plasterki w ten sposób, aby każdy miał wokół siebie trochę miejsca. Jeżeli ułożysz za dużo plasterków na raz dynia zamiast się usmażyć na złoto, po prostu się rozgotuje. Usmażoną dynię odłóż na bok. Możesz delikatnie odsączyć nadmiar tłuszczu przy pomocy ręcznika papierowego.  Przygotuj sos:

1 mała szalotka

2 łyżki białego octu winnego

1 łyżeczka soku z cytryny

 1 łyżeczka miodu

1/4 szklanki łagodnej oliwa z oliwek

1/2 pęczka pietruszki

1 garść uprażonych orzechów laskowych

1 szklanka grzanek chlebowych

Szalotkę i pietruszkę posiekaj możliwie najdrobniej. Ocet winny wymieszaj sokiem z cytryny i miodem. Cienką stróżką wlej olej (ok 1/4 szklanki) i ubij z octem i miodem. Przygotowany sos zmieszaj z szalotką i pietruszką. Odstaw na bok na 3 minuty.

Brukselkę, dynię i grzanki chlebowe umieść w jednej misce. Polej je przygotowanym sosem, delikatnie wymieszaj rękami, odstaw na 5 minut. Przełóż na talerz, posyp uprażonymi laskowymi. Podawaj natychmiast.

Smacznego!

_MG_7634

„Opowiadania drewnianego stołu” – moja pierwsza…

Ponad dwa lata temu wymyśliłyśmy sobie razem z moją koleżanką Magdą, że sprawimy czytelnikom bloga uciechę i opublikujemy zbiór przepisów w wersji elektronicznej. I jak to często bywa, kiedy nadaje się sprawom obrót, chwilkę potem zgłosiło się do mnie wydawnictwo i zaproponowało wydanie książki na papierze…

okladka

Książka którą oddaję dzisiaj w Wasze ręce, to zbiór ulubionych przepisów na dania, które pojawiały się na moim improwizowanym stole, którymi raczyliśmy samych siebie oraz naszych licznych gości. To proste, nowoczesne i bezpretensjonalne jedzenie, które zaspokoi potrzeby ciała, ale przede wszystkim duszy. Znajdziecie tam propozycje na każdą porę dnia i roku. Część z przepisów znacie z bloga, ale prawie 100 z nich to propozycje całkiem nowe. Zadowoleni będą wszyscy bez względu na kulinarne wyznanie. Większość przepisów to przepisy wegetariańskie, ale mięsożercy również poczują się dopieszczeni. Ta książka to także podsumowanie blogowego rozdziału w mojej kulinarnej podróży (spokojnie, blog będzie trwał dalej ;) i mogę Wam obiecać, że to dopiero początek. Lista pomysłów na kolejne, nieco bardziej specjalistyczne wydawnictwa jest długa. A chęci do pracy nie brakuje ;)

Wierzę, że będzie się Wam dobrze gotowało z „Opowiadaniami…” i że dania dostarczą Wam niezapomnianych doznań. Każdy przepis opatrzony jest zdjęciem, a o wyjątkową szatę graficzną książki zadbała moja niezwykle utalentowana koleżanka Magda Valencia, więc mam nadzieję, że kartkowanie książki będzie dla Was niezwykle przyjemne.

Na razie ze względu na operacje wyrostka musiałam odwołać przyjazd do Polski, ale już niedługo wracamy na dobre, więc na pewno zorganizujemy jakieś spotkania autorskie. Książka dorobiła się swojego instagramowego konta, gdzie będę wrzucała Wasze zdjęcia, abyśmy nawzajem mogli się inspirować, chwalić i wymieniać uwagami. Wpadajcie!

Także tak. Od dzisiaj oficjalnie w księgarniach, Empikach i księgarniach internetowych:

„Opowiadania drewnianego stołu. 125 przepisów jak sprawić przyjemność sobie i bliskim”

wydawnictwo Septem, 288 stron, oprawa twarda

 

Gryczane ciasto z jabłkami z piekarni Huckleberry

Jutro święto dziękczynienia, więc w sklepach dzieje się mniej więcej to samo, co dzieje się u nas przed Bożym Narodzeniem. Natężenie ruchu na supermarketowych ścieżkach jest dość gęste i jeżeli nie muszę pilnie iść do sklepu, to raczej wybieram dom. Tradycja nie nakazuje mi uczestniczyć w tym święcie, więc wszystkiemu przyglądam się z boku z niewątpliwym poczuciem ulgi.

Chwilowo mam wrażenie przedawkowałam z owocowymi pajami, więc z przyjemnością wertuję książki w poszukiwaniu jakichś ucieranych przepisów. W ten sposób natknęłam się na intrygujący przepis na ciasto z użyciem sporej ilości mąki gryczanej.

_mg_6641

Tak jak kocham kaszę gryczaną, tak jej intensywny smak nie bardzo kojarzy mi się ze słodkimi wypiekami. I pewnie przemknęłabym przez ten przepis, gdyby nie to że zupełnie ostatnio do codziennej kawy w ulubionej kawiarni często domawiam gryczane ciastko z wiśniami i migdałami, które smakuje wprost rewelacyjnie. Ucieszyłam się zatem, gdyż poczułam, że dzięki niemu zbliżę się nieco bliżej do rozgryzienia tajemnicy sukcesu owego gryczanego wypieku.

Ciasto z przepisu piekarni Huckleberry w Santa Monica jest po prostu rewelacyjne. Gryczane, ale zbalansowane przez dodatek mąki z migdałów i  kukurydzy, która wspaniale uwydatnia maślaność smaku. Moim zdaniem najlepiej smakuje w dniu wypieku, na drugi dzień jego gryczany smak nieco łagodnieje. Zdaję sobie sprawę, że to takie ciasto, które albo się pokocha, albo znienawidzi. Przepis w książce da nam dużą tortownicę, dla tego na ten pierwszy raz można ilość składników podzielić na pół i, tak jak zrobiłam to ja, upiec w małej blaszce na próbę. U mnie test wypadł pozytywnie, więc już planuję kolejną, z drobnymi zmianami, gdzie tym razem do jabłek dołożę odrobinę kandyzowanej pigwy.

_mg_6656

Gryczane ciastko z jabłkami ( 1 duża tortownica 24 cm)

225 g miękkiego masła

340 g cukru

2 łyżeczki soli

1 łyżka esencji waniliowej (użyłam amaretto)

6 jajek

4 jabłka

150 g mąki migdałowej

100 g mąki gryczanej

75 g mąki pszennej

55 g mąki kukurydzianej

2 łyżeczki proszku do pieczenia

płatki migdałowe (do posypania, opcjonalnie)

miód (do posmarowania jajek po pieczeniu)

Jabłka obierz ze skórki. Jedno zetrzyj na tartce o grubych oczkach, pozostałe przetnij na pół, wydrąż gniazda nasienne i potnij na cienkie plasterki. Piekarnik nagrzej do 180 stopni.  W misce zmieszaj wszystkie mąki, sól i proszek do pieczenia. W oddzielnej misce utrzyj cukier i masło, aby stało się lekkie i puszyste, następnie zacznij dodawać pojedynczo jajka, wbijając następne w momencie, gdy poprzednie połączy się masą. Dodaj esencję waniliową, starte jabłko i ucieraj jeszcze chwilę. Wsyp do miski wszystkie składniki sypie i miksuj tylko do momentu aż połączą się z masą maślano – jajeczną.

Przygotowanym ciatem wypełnij blaszkę. Na wierzchu ładnie ułóż plasterki jabłek. Wstaw ciasto do piekarnika i piecz przez godzinę piętnaście minut (patyczek włożony w środek ciasta powinien wyjść z niego suchy). Wyjmij ciasto z piekarnika. W tym momencie możesz posmarować plasterki jabłek miodem i posypać lekko podprażonymi płatkami migdałowymi. Wystudź ciasto, choć nie zawahaj się ukroić pierwszego kawałka, gdy jest jeszcze ciepłe. Smacznego!

Raz na wozie, raz pod wozem. Koktajl na zmocnienie nerwów i ciała.

 

 

Dwa ostatnie miesiące dały mi lekko po tyłku. Zaraz po tym jak okazało się, że nie mogę pojechać do Wietnamu okazało się, że podróż do Meksyku również się nie odbędzie. Proces odnawiania naszej wizy uziemił nas w US, jednak mimo to postanowiliśmy nie oddać tak łatwo naszych pierwszych długich wspólnych wakacji. Spakowaliśmy ciepłe kurtki, zatankowaliśmy paliwo do pełna i ruszyliśmy w siną dal na północ do Seattle by potem skręcić w prawo i dojechać do parku Yellowstone. Przez dwa kolejne tygodnie chłonęliśmy naturę, jedliśmy pyszne rzeczy i cieszyliśmy się swoim towarzystwem. To był naprawdę magiczny czas i będę się się już zawsze ogrzewać naszymi wspomnieniami z tej pięknej wycieczki. Nawet pomimo tego, że jakoś na półmetku, w stanie Montana zaczął mnie dość dziwnie boleć brzuch, który zaraz po powrocie okazał się być zapaleniem wyrostka robaczkowego. Odleżałam swoje w jednoosobowej sali czując się jak znieczulona bohaterka amerykańskiego serialu Ostry Dyżur. Tym razem bez operacji, na antybiotykach, wszystkie będzie dobrze.

Po powrocie do domu w ramach rekonwalescencji odbyłam dwa wspaniałe staże z prawdziwymi chlebowymi szamanami. I już się czułam dobrze, już planowałam wycieczkę do Warszawy, przywitanie książki na świecie, warsztaty, spotkania autorskie, pop upy, trele morele, gdy mój brzuch zabolał mnie po raz drugi, nokautując mnie tym razem w 3 godziny.

No więc teraz leżę owinięta w koc. Bilet skasowany, warsztaty odwołane, książka będzie musiała obronić się sama. W urodziny położę się na chwilę na stole operacyjnym, wyjmą mi ten punkt zapalny i od tej chwili mam nadzieję już wszystko będzie dobrze. Nie daję się poddać tym rozczarowaniom, a czas spokoju, no cóż, przymusowe leżakowanie to też nie taka zła rzecz. Mam wrażenie, że przez ostatnie lata ciągle gdzieś pędziłam, więc teraz nie zaszkodzi trochę posiedzieć :)

Kiedy czuję pluchę w sercu, wiem, że trzeba działać. Czuję, że mój organizm nie za bardzo lubi te antybiotyki, więc staram się go trochę pocieszyć. Kolory to moi ulubieni sojusznicy w walce z przeciwnościami losu, a mieniące się nimi jedzenie może być najlepszym lekiem. Ten koktajl to świeżo wyciśnięty sok z cytrusów i granata zmiksowany z bardzo dojrzałą persymoną. Przez bardzo dojrzałą mam na myśli taką, która prawie się rozpada i pod delikatną skórką kryje się pomarańczowy żel. Persymona cudownie zagęszcza ten koktajl, do którego trafia jeszcze łyżeczka startego korzenia kurkumy. Miałam okazję nieco poczytać o jej wspaniałych właściwościach, więc zamierzam podopieszczać nią trochę swoją nadwątloną odporność.

_mg_6251

Owocowy koktajl wzmacniający z kurkumą ( 2 szklanki ) 

1 grejfrut

1 pomarańcza

2 mandarynki

1/2 cytryny

1/2 granata

1 bardzo dojrzała persymona (podłużna Hachiya)

4 cm kawałek korzenia kurkumy

Wyciśnij sok z cytrusów,granata, dodaj persymonę (bez skórki) i startą kurkumę. Zmiksuj wszystko blenderem, przelej przez sitko. Podawaj natychmiast. Smacznego!