Bananowe ciasto z nutellą i meksykański prolog.

_MG_0261

Carlos nie miał zbyt wyraźnej miny, kiedy podekscytowana oznajmiłam mu, że lecę sama do Meksyku. Zmartwił się i powiedział, że to niebezpieczne, ale już za chwilę jego twarz ożywiła się i zaczął mi opowiadać jacy to przystojni mężczyźni zamieszkują okolicę Puerto Vallarta. W międzyczasie widać dopowiedział sobie czemu tam jadę bez męża. To miała być moja pierwsza dłuższa samotna podróż do kraju podwyższonego ryzyka. W internecie czytałam dużo na temat bezpieczeństwa w Meksyku i jak to zwykle bywa strachom i niestworzonym historiom nie było końca. Stwierdziłam, że nie będę się tym przejmować, bo internet jak to internet, zazwyczaj przesadza.

Jechałam z bardzo znikomo nakreślonym planem. Wiedziałam, że muszę jakoś dojechać do Puerto Escondido, w którym stacjonowała Ula, z którego miałam wykupiony bilet lotniczy w powrotną stronę na dzień przed wylotem do domu. Dwa tygodnie z hakiem to sporo, ale Meksyk to kraj ogromny. Ponieważ bardziej niż odhaczać wolę poznawać, stwierdziłam, że w drodze do Uli wstąpię do 3 miast, w których spędzę po dwa – trzy dni: Mexico City, Puebla i Oaxaca. A na koniec relaks nad Oceanem Spokojnym. Jukatan zostawię na drugi raz, tym razem w towarzystwie męża.

Kiedy urzędnik z biura imigracyjnego pytał po co przyjechałam odpowiedziałam że po to, aby jeść tacos i pić tequilę. Z tą tequilą skłamałam, z tacos już niekoniecznie. To miała być wyprawa kulinarno – fotograficzna. Całe dnie spędzone na spacerach, których trasy wyznaczały punkty z jedzeniem, którego koniecznie trzeba spróbować. Do tego świat backpakerskich hosteli, nowe znajomości i pełen spotnan.

_MG_0273

Swój pierwszy poranek w Mexico City (choć w hostelowych rozmowach wypada bardziej mówić DeFe) postanowiłam zacząć od chwili refleksji nad dobrą kawą. Mały research skierował moją uwagę na dzielnicę Condesa, która mieściła się zaledwie kilka minut od mojego hostelu. Na wyjazdach przeważnie zawsze rezygnujemy ze śniadania w hotelu, bo zawsze to jeden autentyczny posiłek (a łącznie kilkanaście) który można znieść na mieście za bardzo niewielkie pieniądze. Zwłaszscza w MC, na ulicach którego ulicach wprost roi się od wszelakich straganów z jedzeniem ulicznym. Moje pierwsze meksykańskie śniadanie miało się wydarzyć w dzielnicy Condesa. Było jeszcze wciąż dość rano, wózki uliczne pracowały już pełną parą, ale kawiarnie i sklepiki dopiero co otwierały się dla innych. Spodobała mi się jedna kawiarnia, w której zamówiłam symboliczne latte. Kiedy robiłam zdjęcia kawie napotkałam na pytający wzrok mężczyzny siedzącego przy stoliku obok. Wyjaśniłam mu co ze mnie za jedna i ani się spostrzegłam, jak na karteczce miałam rozpisany szczegółowy plan swojej wycieczki. Tomasz okazał się światowcem, bardzo wrażliwym na kulinaria, więc wskazał mi wiele miejsc na które powinnam zwrócić uwagę w trakcie swojej podróży.

Zupełnie nie wiadomo kiedy na stoliku pojawiło się też ciasto, którego wcale nie chciałam zamawiać, bo przecież na śniadanie miałam jeść tacos, ale kelner wypowiedział dwa trzy magiczne słowa: domowe, banany i nutella. Zresztą do licha, byłam przecież na wakacjach. Nie był to tradycyjny chlebek bananowy, a właśnie taki jakby biszkopt. Z grubą warstwą nutelli na wierzchu. Idealny do pysznej latte. Jego smak będzie zawsze kojarzył mi się z tym pierwszym parnym porankiem w Mexico City. Dzisiaj więc przepis na ciasto. A od przyszłego tygodnia zabieram Was na wycieczkę do Meksyku ;)

_MG_0299

  Szyfonowy biszkopt bananowy z nutellą (forma 21 cm*)

1 szklanka mąki

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1/4 łyżeczki sody

2/3 szklanki cukru

1/4 łyżeczki soli

1/3 szklanki rozpuszczonego masła

1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

2 duże bardzo dojrzałe banany

3 żółtka

5 białek

nutella

Mąkę przesiej  do miski razem z proszkiem do pieczenia. Dodaj połowę cukru, sól i sodę i dobrze zamieszaj.  W oddzielnej misce zmiksuj na gładką masę żółtka, rozpuszczone masło, ekstrakt waniliowy i banany. Zrób wgłębienie w mące i wlej w nie miskturę bananowo – jajeczną. Zmiksuj wszystko na jednolitą masę. W naczyniu obok ubij na sztywno białka z pozostałym cukrem. Dodaj je do masy i delikatnie połącz za pomocą łyżki.

Masę przelej do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia. Piecz przez ok 50 minut w 180 stopniach. Środek upieczonego ciasta powinien być sprężysty, patyczek wetknięty w ciasto powinien wyjść z niego suchy. Po upieczeniu dokładnie wystudź ciasto, a następnie okrój nożykiem i wyjmij z formy.

Przekrój wzdłuż na pół i posmaruj warstwą nutelli. Jeżeli zdecydowałeś upiec ciasto w większej formie, posmaruj je nutellą po wierzchu.

Smacznego!

* ciasto można upiec w większej formie, wtedy wyjdzie nieco niższe, powinno  być gotowe w 45 minut. Przepis powstał na bazie receptury na biszkopt szyfonowy pochodzący z książki Tartine.

_MG_0287

_MG_0279

12 thoughts on “Bananowe ciasto z nutellą i meksykański prolog.

  1. Nie mogę się doczekać reszty!

  2. Jestem ciekawa Twojej podróży i odnalezionych smaków.
    Uwielbiam takie kulinarne wyprawy w nieznane.
    A ciasto? Wygląda niesamowicie pysznie na pewno spróbuje!

  3. No wreszcie ! ! !
    Ciasto – wow. Ja to bym chętnie zrobiła trzywarstwowe i oprócz nutelli przełożyła jeszcze masłem orzechowym.
    Piękny nóż:)

  4. W jakiej temperaturze piecze sie to ciasto?

      • Tak zrobilam. Wszystko wg przepisu. Pieknie roslo, Ale po 55 min pieczenia, po wylaczeniu ciasto opadlo, a w srodku zakalec ;(

        • Droga M. Z tymi piekarnikami to jest tak, że każdy piecze inaczej, takie są fakty. Z ciastami tego typu zawsze najlepiej zrobić test patyczka, bo on prawdę powie o tym, czy środek ciasta jest dopieczony, czy nie. Nic sie nie martw, następnym razem wyjdzie. A tymczasem zakalca wywal, to co zostało możesz pokruszyć do szklaneczek, dodać łyżkę nutelli i bitej śmietany. I deserek uratuje ten wypiek ;)

          • Patyczek byl suchy na moje nieszczescie. Bede probowac dalej. Pozdrawiam cieplo ;)

          • Niestety mimo że ciasto pięknie wyrosło, patyczek był suchy, to opadło po wystudzeniu i też mam zakalca a piekę już od kilkunastu lat i nie pamiętam kiedy ostatnio mi się przydarzył zakalec. Ciasto w smaku jest bardzo dobre, spróbuję jeszcze raz, trochę dłużej będę piekła i może wystudzę przy uchylonym piekarniku.
            Pozdrawiam

          • O nie, to już drugi zakalec z tego przepisu, a mi przecież wyszedł tak pięknie…

  5. Czytanie Twojego bloga aż boli. Zdjęcia i słowa przeniosły mnie do Meksyku, prawie czuje smak smak ciasta i widzę kartkę z polecanymi miejscami. Tak blisko, a tak daleko. Trochę jakby się obudzić z cudnego snu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>