Bakłażan na parze wg Ottolenghi

Bakłażan to dla mnie wybitny tłuszczopijca. Kilka lat temu robiłam musakę i do dziś pamiętam te hektolitry oliwy, które bakłażan chłonął bez najmniejszych oporów. Potem poznałam kilka technik jak usmażyć bakłażana nieco bardziej ekonomicznie – np. poprzez posmarowanie plastrów oliwą, lub pokrojenie go w kostkę, posolenie i zostawienie na sicie przez kilkanaście minut. Bakłażan nieco wówczas mięknie, poci się, a potem daje się usmażyć całkiem a całkiem szybko. Kuchnia śródziemnomorska tapla bakłażana w oliwie, tymczasem na bliskim wschodzie bakłażana się piecze, a nawet opala. Na nieco dalszym wschodzie znają jeszcze jedną metodę na jego sprawienie. W Japonii bakłażana gotuje się na parze.

Czytałam raz w jednej książce opis tego, jak znany dziennikarz kulinarny poszedł na kolację, na którą musiał czekać coś około roku. Jednym z dań jakie zaserwował mu szef kuchni (podobno potrafił doprowadzić do łez samego Ferrana Adrię) był ugotowany na parze bakłażan. Ugotowany perfekcyjnie, w anturażu niezbędnego minimum. Bardzo byłam ciekawa tego smaku ugotowanego bakłażana, więc kiedy znalazłam w Plenty More przepis z jego użyciem, niemal od razu podczas wizyty w chińskiej dzielnicy zaopatrzyłam się w bambusowe koszyczki do gotowania na parze (omal przy tym nie ginąc, kiedy spadł na mnie cały ich stos, na szczęście to bambus, nie żeliwo ;) ).

Ottolenghi swojego bakłażana stylizuje po azjatycku, zalewając go marynatą z różnych japońskich płynów – jest mirin (słodka sake), sos sojowy, olej i ziarna sezamu, dla ostrości imbir, czosnek i świeża dymka. Bakłażan nadaje się do samodzielnego spożycia jako przekąska. Gdybyście jedna mieli wobec nieco bardziej syte oczekiwania, ugotujcie do niego ryż lub makaron soba i podajcie z podsmażonym tofu. Trochę zabawy z tym jest, ale dla mnie bomba.

_MG_5279

Bakłażan gotowany na parze, w orientalnym sosie (2 porcje)

1 duży bakłażan (lub 2 małe), obrany ze skóry

5 zielonych cebulek (spring onion)

1 łyżka mieszanych nasion sezamu

2,5 łyżeczki mirin

0,5  łyżeczki oleju sezamowego

1,5 łyżki sosu sojowego (kikkoman)

2,5 łyżki octu ryżowego

1,5 łyżkii syropu klonowego (dałam miód)

2 łyżeczki świeżo posiekanego imbiru

1 zmiażdżony ząbek czosnku

Cebulę pokrój. Bakłażany przekrój na pół i umieść na sitku umieszczonym nad parą. Gotuj do miękkości, przez około 30 minut (mi zajęło to ok. 45 minut, ale mój bakłażan był nadzwyczaj okazały). Kiedy bakłażan się ugotuje zdejmij sitko z garnka i odstaw na bok i pozostaw na 20 minut, aby ostygł i obciekł. W międzyczasie przygotuj marynatę. W miseczce zmieszaj ocet, sos sojowy, miric, olej sezamowy, dodaj czosnek i imbir, odstaw na bok.

Kiedy bakłażan przestygnie porwij go na drobne paski. Pozostaw na sicie na kolejne 20 minut. Kiedy dobrze się odsączy umieść go w misce, zalej przygotowanym sosem i daj mu się pomarynować przynajmniej 10 minut. Podawaj posypanego sezamem i ziarnami sezamu. Jako przystawkę, lub pełny posiłek z ryżem i smażonym tofu.

_MG_5289

4 thoughts on “Bakłażan na parze wg Ottolenghi

  1. Witam. Czy ja mogłabym prosić o odpowiedź dotyczącą farszu na pierogi z kaszą gryczaną i twarogiem: czy ilość tej kaszy w szklance jest ilością kaszy przed czy po ugotowaniu? Pozdrawiam :)

  2. fajne danie…ale wolę zdecydowanie wołowinę do takiego zestawienia

Odpowiedz na „HorecaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>