Akcja boćwina, pt.1

Dawno, dawno temu dostałam od Węża quinoa. To perliste coś jest zdaje się kaszą, która ma w sobie wiele dobra. No ale dostałam tę paczuszkę i nie za bardzo wiedziałąm, co z nią zrobić. Do czasu, aż weszłam na bloga Beaty na którym znalazłam przepis na sałatkę z quinoa i boćwiny. Boćwiny, nie botwiny. Podobno to nie to samo – tak twierdziła Beata i Maciek Kuroń, na którego wpisy trafiłam w poszukiwaniu boćwinowej prawdy. Nazajutrz udałam się na halę mirowską z twardym postanowieniem zakupu boćwiny – nie botwiny. Jeden stragan, drugi, trzeci. Wszędzie szczaw, szparagi i szpinak. W końcu jest – leży to to czerwone, ale na oko wygląda jak botwina – czyli młody burak cukrowy, a nie jak boćwina – czyli burak liściowy. Podchodzę do Pani i pytam, czy ma w sprzedaży boćwine. A ta na mnie oczy. To ja jej tłumaczę jak mogę. A ona jeszcze większe oczy i mówi, że boćwina nic jej nie mówi. Odzywa się na to Pani ze straganu obok – „Pani, to jedno i to samo. Boćwina to na Litwie się tak mówi. Tu ludzie chodzą i wypytują, z tego się robi sałatki, zupy i różne takie. Niech Pani to bierze.” No to wzięłam, bez przekonania. Panie sprzedawczynie potrafią być bardzo wpływowe :) Sałatkę zrobiłam, ale zanim ją przedstawię pokarzę wam coś innego, na co także natknęłam się na jednym z blogów. Dolmades się to nazywa i jest alternatywną wersją gołąbków – tak po krótce. Farsz trochę zmieniłam – pomyślałam, że fajnie byłoby nadziać liście korzennym pilawem, na wzór tego Nigelli – ale po swojemu.

 


2 pęczki boćwinki

2 torebki ryżu basmati

2 cebule

4 ząbki czosnku

4 łyżki oliwy

0,6 l bulionu warzywnego

2 łyżki masła

przyprawy hinduskie: cynamon, kumin, kolendra, czarny kardamon,

sól

pieprz

 

 

Na oliwie podsmażamy cebulkę i czosnek. Leciutko, aby się zeszkliła. Po chwili dorzucamy do niej przyprawy i wszystko dokłądnie mieszamy. Wedle uznania, choć z czarnym kardamonem bezwzględnie trzeba uważać – 0,5 ziarna absolutnie wystarczy. Kiedy przyprawy zaczną intensywnie pachnieć, wsypujemy na patelnię surowy ryż i dokłądnie mieszając podsmażamy go przez chwilę, aż dokłądnie oblepi się przyprawami.

Potem dolewamy bulion. Na początku małymi porcjami, wszystko dokładnie łączymy, potem dolewamy wszystko do końca. Czekamy aż się zagotuje i na minimalnym gazie zostawiamy na pod przykryciem na 15 minut, żeby ryż pochłonął całą wodę.

W tym czasie sprawiamy botwinę. Zanurzamy liście w gotującej się wodzie, do momentu aż zmiękną. Kiedy są już mięciutkie i jedwabiste wykłądamy je na talerz. Żeby uniknąć myśli samobójczych w trakcie zwijania gołąbków, proponuję wybrać z pęku tylko te największe, co do któych nie mamy wątpliwości że pomieszczą farsz.

Tak przygotowane liście nadziewamy farszem i zwijamy „po gołąbkowemu”. Ażeby nasz ryż był jeszcze bardziej aromatyczny, fajnie wrzucić do niego po ugotowaniu  ze 3 łyżki masła i przemieszać widelcem.

Kiedy sakiewki są zwinięte, mamy dwie opcje – wkłądamy je do naczynia żaroodpornego, podlewamy lekko wodą i króciutko dusimy ok.3-4 minuty. Botwinka mięknie, ale niestety traci swój przecudowny zielono różowy kolor. Druga opcja – układamy je w naczyniu do gotowania na parze i gotujemy przez chwilę. Straty na kolorze są znacznie mniejsze.

I to wszystko. Sakiewki można spożywać na ciepło i na zimno, z sosem albo bez sosu, ale zawsze z wielkim smakiem. Lubie to!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>